ALTERNATIVEPOP

MIGUEL AND THE LIVING DEAD - Alarm!!!

Oj ciezko bedzie napisac w pelni obiektywna recenzje. Po pierwsze Miguel to "NASZ" pierwszy gotycki zespól z wlasciwym "rodowodem", o którym jest juz glosno nie tylko w Europie. Co wiecej, wzrost popularnosci jest zupelnie zasluzony. Po drugie wiem jak duzo pracy i wysilku poswiecono temu, zeby ten material mógl sie ukazac. Wielkie dzieki za "Alarm!!!". Dotychczas Polska gotycka scena slynela z watpliwej jakosci "zbabialych" zespolików, którym z oczywistych wzgledów brakowalo jaj ;). Owszem, mielismy i nadal mamy Daimonion i Deathcamp Project, ale akurat pierwszym jest po drodze z Fields Of The Nephilim (Miguelowi tez nie udalo sie calkowicie odciac od FOTN, np. gitarowy motyw w refrenie "Ghostmaniac"), podczas gdy drudzy sa jeszcze na etapie poszukiwan wlasnego stylu, o czym zreszta swiadcza udane eksperymenty z elektronika na plytce "Laxactive". Pytanie, czy mozna sobie wyobrazic w Polsce zespól grajacy siarczysty deathrock / horror punk? Zwlaszcza, gdy w kraju bez tradycji, gdzie "underground" lezy, powstaje rzecz jakiej nie powstydziliby sie Amerykanie i Anglicy!? "Alarm!!!" to dopiero druga deathrockowa plyta po "Alien Road" wykluta przez Slowian. Akurat nie sposób bylo nie wspomniec tu o albumie The Last Days Of Jesus, gdyz to Slowacy od ladnych paru sezonów przecieraja gotyckie szlaki do Zachodniej Europy. "Alien Road" mozna uznac za plyte przelomowa, bo pomogla ona okreslic "brzmienie" dla "calego" deathrocka z bloku wschodniego. Ostateczny mastering "Alarm!!!" jest ludzaco podobny do efektu osiagnietego przez Slowaków. Fakt, ze debiut poprzedzila tylko jedna plyta cdr swiadczy o duzej determinacji muzyków i ogromnym zaangazowaniu. Demo zarejestrowano w iscie spartanskich warunkach i dlatego nie ma sensu porównywac starego materialu z zawartoscia nowej plyty. Demo ograniczal fatalny sprzet, a precyzyjniej jego brak ;).

Ludzie, którzy tworza Miguela to utalentowani muzycy. Swoja prace wykonali dobrze. Aranzacyjnie piosenki sa cacy. Niewiele im brakuje do doskonalosci. Na pewno tutaj zaprocentowal wspólnie spedzony czas w EVIE (poprzedni zespól Slavika, Tomka i Niunka). Tomek to wirtuoz. Przyznaje, ze na poczatku troche draznila mnie ta jego bardzo techniczna i skomplikowana "bassówka", ale z czasem dotarlo do mnie jak waznym elementem jest ten charakterystyczny sposób grania. Killer Klaus to mocne ogniwo Miguela. Podobnie jak Slavik i Niuniek. Pewne zastrzezenia budza keyboardy. Ten instrument oferuje spory wachlarz mozliwosci, a czuc, ze klawisz jest nieco "wyobcowany". Wspólczuje troche Gozzoliniemu, gosc wspólpracuje z ludzmi, którzy doskonale czuja to co robia, a on nie do konca wie jak pokazac, ze tez jest czescia grupy. Keyboardy dobrze slychac w refrenie "Night of terror" oraz w we wstepie "Killer Klowns" czy "Black magic sex terror", w pozostalych bywa róznie. Najczesciej gitara Nerva przejmuje inicjatywe i wraz z "bassówka" zasuwa elegancko, oba instrumenty strunowe ciagna ten wózek. Gitara i bass sa jak dwie wyscigówki mknace po torze, raz jedna, a raz druga wysuwa sie na czolo dajac mocniej znac o sobie. W koncu Miguel And The Living Dead jest zespolem rock'n'roll'owym wiec niech przewazaja gitarowe momenty. Jak przystalo na zespól zainspirowany kinem grozy nie moglo obejsc sie bez "klimatowych" odniesien do wybranych horrorów. Ekstra wstawki udanie wypelniaja luki po skapo uzywanym keyboardzie. Miguel And The Living Dead juz na debiutanckim albumie postawil sprawe jasno i konkretnie. Gramy deathrock. Bez kompleksów. Jednoczesnie ta plyta zawiesil wysoko poprzeczke sobie i innym, w kraju i za granica. [10]


05.08.2005
[Laurel]